poniedziałek, 22 lipca 2013

Rozdział 4 - Rozkosz, ból i strach



Leonard Farewell uważał się, i był uważany, za najlepszego tajnego agenta w magicznym świecie. Zawsze rozwiązywał powierzone mu zadania szybko, dyskretnie i, co najważniejsze, skutecznie. Ale tym razem zaczął wątpić w swoje możliwości, a to wszystko za sprawą przebiegłego Dracona Malfoya. Osoby chwalące Leonarda mówiły „Nie ma dla niego rzeczy niemożliwych!”… Niestety, szukanie osoby, która po prostu zniknęła zacierając dokładnie wszystkie ślady, była niemożliwa. Jak na profesjonalnego agenta przystało, Leo zaczął szukać jakichkolwiek poszlak u znajomych zaginionego, ale zakończyło się to totalnym fiaskiem. Blaise Zabini wyrzucił go ze swojego domu obsypując go dużą ilością przekleństw i grożąc mu, Parkinson nic nie wiedziała, Nott uśmiechnął się pod nosem i zaczął gadać coś o coraz głupszych tajnych agentach. Inni znajomi również nic nie wiedzieli, pozostała jedynie Astoria Greengrass, słodziutka idiotka i Leonard wątpił, aby cokolwiek wiedziała. Nie miał jednak wyboru, czasu było coraz mniej, a on stał w miejscu. Wpakowałem się w gówno. Tym optymistycznym akcentem zakończył swoje rozmyślania i wysiadł z taksówki, która zaparkowała pod ogromnym hotelem. Zapłacił kierowcy i z miną skazańca ruszył w stronę wejścia. Gdy pchnął drzwi, jego oczom ukazał się wielki, urządzony w bogatym stylu hol. Złote papeterie idealnie współgrały z ciemnym, nieskazitelnie czystym i lśniącym, parkietem. Na środku pomieszczenia stały białe kanapy z aksamitnego materiału, ustawione na drogim perskim dywanie. Po lewej stronie znajdowała się rozległa recepcja, za którą stał przystojny mężczyzna z krótkimi czarnymi włosami zaczesanymi na prawą stronę. Na jego twarzy widniał lekki zarost, podobnie jak u Leo. Uśmiechnął się sztucznie i mierząc wzrokiem spytał:

- Witamy w Cafe Royal Hotel, czy mogę w czymś pomóc? – jego głos był na pozór życzliwy, lecz kryła się w nim nutka znudzenia.

- Tak, jestem umówiony z panną Greengrass. Na którym piętrze znajduje się pokój 345?

- Na ostatnim piętrze – odparł recepcjonista i odetchnął z ulgą, gdy Leonard ruszył w stronę windy.

Podróż na najwyższe piętro dziesięciopoziomowego wieżowca była bardzo długa. Dodatkowo co chwilę ktoś nowy wsiadał do windy, co bardzo irytowało mężczyznę. Jakaś gruba kobieta ubrana w drogą suknię opowiadała mu właśnie o swoim mężu, będącym ministrem ochrony środowiska, gdy winda zatrzymała się na 7 piętrze, a ona niechętnie wygramoliła się ze środka. Leonard nie pofatygował się nawet, aby ją pożegnać. Wreszcie nadeszła upragniona chwila i szatyn ruszył korytarzem. Doszedł do drzwi z numerem 345 i zapukał delikatnie. Po chwili w drzwiach pojawiła się wysoka blondynka ubrana w skąpą, zieloną sukienkę podkreślającą jej wszystkie atuty. Jej włosy opadały pięknymi falami na nagie ramiona. Usta kobiety, podkreślone krwistoczerwoną szminką, ułożyły się w bardzo seksownym uśmiechu. Zmrużyła podkreślone czarną kredką oczy przyglądając się dokładnie Leonardowi.

- Och, pan Farewell – wyciągnęła smukłą dłoń i podała mężczyźnie. – Jestem Astoria Greengrass, miło mi pana poznać. Proszę wejść – otworzyła szerzej drzwi i zaprowadziła gościa do salonu, w którym panował półmrok. Usiadła na sofie i otworzyła butelkę wina, po czym nalała go do dwóch kieliszków i wręczyła jeden Leonardowi. – Więc co chciałby pan wiedzieć?

- Potrzebuję informacji na temat miejsca pobytu pana Dracona Malfoya – z grzeczności upił łyk, wyśmienitego zresztą, trunku. Wiedział do czego zmierza ta kobieta. Ubrała się jak na imprezę, a nie rozmowę, choć musiał przyznać, że była bardzo seksowna. To nawet dobrze. Od dawna nie miałem żadnej kobiety, a ta do łóżka nadaje się idealnie. Posłał jej swój czarujący uśmiech.

- Ach… - blondynka przygryzła filuternie wargę. – Tak się składa, że mam dość istotne informacje… Ale co za to dostanę? – przybliżyła się do mężczyzny, a ostatnie zdanie wyszeptała mu do ucha muskając lekko wargami jego płatek.

- Cóż, to zależy od wagi tej informacji – jej zaloty nie robiły na mężczyźnie żadnego wrażenia, ale postanowił grać. Jakby od niechcenia wziął w dłoń jej loka i zaczął się nim bawić patrząc jej w oczy. 

– Widzi pani , nie wszystko  jest warte nagrody… - źrenice kobiety rozszerzyły się.

- Moje informacje na pewno pana zainteresują… Słyszałam rozmowę Blaise’a Zabiniego z Malfoyem i wiem w jakiej okolicy znajduje się jego posiadłość… - odsunęła się od szatyna i podniosła brew. – Czy to zasługuje na nagrodę?

- Ooo, tak – mężczyzna zaczął namiętnie całować rozpaloną kobietę, a ta włożyła dłonie w jego włosy i oddała pocałunek. Leonard wstał i podniósł w biodrach Astorię, po czym zaczął iść w stronę sypialni. – Gdzie? – wyszeptał jej w usta przerywając na chwilę pocałunek.

- Obrzeża wschodniego Romborn – odparła i po chwili obydwoje zajęli się rozkoszą, jaką niósł ten wieczór.

***

Ron ciągnął ciężką walizkę z naburmuszoną miną. Był wściekły na wszystko. Na pogodę, na niewygodne siedzenia, drogie piwo, opóźniony przylot, na Harry’ego i, wreszcie, na Hermionę. Od czasów wojny najmłodszy Weasley bardzo się zmienił. O ile wcześniej kontrolował swoją złośliwość i zazdrość, teraz przestał nawet próbować. Stał się gorzki i wredny. Czy to nie jest dziwne? Największa fajtłapa, Ronald Weasley, którego wszyscy wyśmiewali, stał się okropny dla znajomych. Całkiem jakby złość z tych siedmiu lat upokorzeń skumulowała się i wybuchła, zmieniając jego charakter. Nie interesowały go błagania przyjaciół, mówiących, że zachowuje się okropnie i, że nic mu nie zrobili. A jak miałby się zachowywać?! Zrobili mu i to dużo! Zawsze żył w ich cieniu! Harry, zawsze idealny, przystojny, kochany przez wszystkich! Bo to w końcu WYBRANIEC! Albo Hermiona, wszystkowiedząca, chwalona przez wszystkich… No i piękna.  Po wojnie Ron był z Hermioną jeszcze przez pół roku i wszystko byłoby świetnie, gdyby nie przyłapała go na zdradzie z sekretarką. Wciąż pamiętał ten dzień…

- Ron! – z zamyślenia wyrwał go głos Harry’ego. Rudzielec podniósł wzrok i zobaczył bruneta stojącego przed nim. Wyraz jego twarzy mówił „zabiję cię”. No pięknie. – Chodź, podwiozę cię.

- Dlaczego miałbyś to robić? – warknął Ron. – Jestem dorosły, nie potrzebuję twojej pomocy – dodał mijając mężczyznę. Miał zły humor i nie chciał rozmawiać z nikim. Wiedział, że to zdenerwuje Harry’ego, ale miał potrzebę wyżycia się na kimś.

- Ron do cholery jasnej! – krzyknął Potter i szarpnął kolegę za ramię. – Nie zachowuj się jak małe dziecko i wsiadaj do auta – wysyczał pokazując na auto stojące obok (znajdowali się na parkingu obok lotniska – przyp. autorki).

- Nie pojadę z tobą nigdzie! – wrzasnął Ron i wyrwał ramię z uścisku. – Jedź lepiej po tą dziwkę Granger! – w tym momencie Harry stracił nad sobą kontrolę. Z całej siły przywalił rudzielcowi w nos, z którego zaczęła lecieć krew. Zszokowany Weasley patrzył na przemian na Harry’ego i rękę, po której ściekała krew. W końcu zatrzymał swój wzrok na brunecie i wrzasnął – Pożałujesz tego!

Wtedy rozpętało się piekło. Ronald uderzył kolegę w brzuch, a ten złapał się za wpół, ale po chwili oddał mu kopniakiem w krocze. Rudy zawył żałośnie, ale jego pięść uderzyła twarz Harry’ego łamiąc mu okulary i podbijając oko. Szarpali się tak i bili, dopóki nie poczuli jak ktoś stanowczym, mocnym ruchem rozdziela ich. Usłyszeli wściekły głos:

- SPOKÓJ! – podnieśli wzrok, a ich oczom ukazał się funkcjonariusz policji. Po chwili podbiegł do nich drugi policjant, aby pomóc koledze. – Jedziecie z nami na komisariat! – warknął i pociągnął Harry’ego w stroną radiowozu, podczas gdy jego towarzysz zajmował się Ronem.

Godzinę później

- W co my się wpakowaliśmy? – mina wybrańca była żałosna. Przykładał lód do podbitego oka sycząc przy tym z niezadowoleniem.

- Nie wiem… - odparł Ron, który był w podobnym stanie do kolegi. Miał złamany nos, podrapany policzek, potłuczoną rękę i bolące krocze.  – Przepraszam Harry, ja przesadziłem… - wydusił z siebie z trudem.

- Przesadziłeś i to bardzo – pokiwał głową Potter. – Powinieneś przeprosić Hermionę – dodał po chwili.

- Prze… - rudzielec już miał coś powiedzieć, ale ugryzł się w język. Bił się przez chwilę z myślami, po czym dodał – Masz rację, przeproszę ją – opuścił głowę. Świetnie, muszę ją teraz przepraszać. Tylko tego mi brakowało.

***

- Czego chcesz Zabini? – dziedzic Malfoyów odebrał niechętnie telefon.

- Ach, poinformować Cię, że Leo połknął haczyk – głos Blaise’a był jak zwykle przepełniony ironią, 
lecz tym razem kryło się w nim również zadowolenie.

- Połknął haczyk? – blondyn zaciągnął się papierosem, by po chwili wypuścić biały obłoczek dymu. – Skąd wiesz, że nam się udało?

- Powiem ci, że mugole bywają przydatni – odparł tajemniczo czarnoskóry.

- Cholera, Diable, czy ty musisz mówić zagadkami?! – zirytował się Draco.

- Podsłuch – powiedział krótko, po czym zaśmiał się. – Oj, zaczynam współczuć Leonardowi…

- I dobrze – odparł Malfoy, a na jego twarzy pojawił się uśmieszek wypełniony ironią, chłodem, złośliwością i zadowoleniem. – Nie będzie to miłe spotkanie… Przynajmniej nie dla Leonarda.

- Nie wątpię – Zabini roześmiał się, po czym dodał. – Pa Smoku.

***

Blondwłosa dziewczyna biegła przez opustoszałe uliczki południowego Londynu. Była bardzo zmęczona, a nogi odmawiały jej posłuszeństwa, ale biegła dalej. Zimny wiatr bezlitośnie chlastał jej drobną twarzyczkę pokrytą dużymi rumieńcami. Zachodzące słońce stawało się z minuty na minutę coraz mniej widoczne. Dziewczynka była przerażona. Znajdowała się w obcej części Londynu, było zimno i ciemno, no i gonili ją dwaj mężczyźni. Skręciła właśnie w pustą uliczkę, którą wypełniał jej szybki oddech i tupot stóp. Nagle zauważyła lekko uchylone drzwi przystawione kontenerem na śmieci. Podbiegła do nich i zaczęła pchać kontener.

Raz...

Usłyszała tupot stóp w oddali. Kontener przesunął się nieznacznie.

Dwa...

Tupot był coraz głośniejszy. Jej ręce drżały, a serce waliło mocno. Kontener znów przesunął się tylko odrobinkę.

Trzy...

Usłyszała głosy tych mężczyzn krzyczących do siebie. W akcie rozpaczy pchnęła kontener ostatkiem sił.

Cztery...

Kontener ustąpił, a ona na drżących nogach wpadła do pomieszczenia za drzwiami.

Jedyne co później pamiętała to wilgotna podłoga, zapach stęchlizny, ciemność, oddalające się kroki i miękki kobiecy głos. Były to krótkie urywki przebłysków świadomości. Później odpłynęła w słodką, bezpieczną krainę snów…

----------

Witam po przerwie :) Obiecałam, że dodam rozdział tuż po wyjeździe i oto jest :) Powiem Wam, że nawet mnie zadowala. Na początku zajęłam się dokładniejszym opisem Leonarda, bo jest to postać wymyślona przeze mnie i bardzo ją lubię. Greengrass jest u mnie przedstawiona tak, jak w większości blogów, czyli jako słodziutka idiotka :D Ron jest jaki jest, ale obiecuję, że zaskoczy Was nie jeden raz... Póki co wątki opisywane są jeszcze osobno, ale z czasem zaczną się łączyć i tworzyć całość :D Pomysłów mam mnóstwo, oby były dobre, więc kolejny rozdział już za niedługo - max. 4 dni. 
Pozdrawiam wszystkich komentujących, no i ciocię Venik, której wena umarła :P Mam nadzieję, że szybko do niej wróci :)

Pozdrawiam cieplutko
Alicia*

5 komentarzy:

  1. Wena już nawet trochę wróciła, co mnie bardzo cieszy :) Super, że twoja historia dalej ma w sobie tę tajemniczość, ziarenko niepewności i prawdziwą magię. Jestem pod wrażeniem. Oczywiście pytań jest więcej niż odpowiedzi, ale przynajmniej bede cie dręczyła byś pisała dalej i dalej, tak bym mogła je poznać ! Pozdrawiam :)
    Venik

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna historia! Tajemnicza, fakt i kim jest ta mała dziewczynka? Pytań jest dużo, więc będę czytać dalej żeby poznać na nie odpowiedzi. Już noe umiem się doczekać kolejnego rozdziału! Życzę dużo weny ;)
    Pozdrawiam Rose.

    OdpowiedzUsuń
  3. No! Takiego dramione mi było trzeba! :)
    Nie jest słodko. Jest ciekawie i tajemniczo- tak, jak lubię.
    Każdy rozdział niesie ze sobà kolejne pytania. Uwielbiam , kiedy moja wyobraźnia może się wykazać :)
    Na pweno jeszcze wpadnę do Ciebie :3
    Pozdrawiam, emersonn
    potterowskie-co-nieco.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmmm, ciekawie :)zapowiada się fajnie, na pewno będę wpadać.
    Zapraszam do mnie na http://hgdm-baby-i-wait-for-you.blogspot.com/ - niedawno założony, więc jest trochę ciężko.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ładnie zarysowałaś postać Leonarda. Jest bardzo intrygująca. Bardzo fajnie opisujesz miejsca i sytuacje. Ron jest prawdziwą świnią, ale wcale mnie to nie dziwi. Najbardziej zaciekawiła mnie końcówka.

    OdpowiedzUsuń